Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   62
                                     

Patryk "Yisrael" Stanik


Słowo „macdonaldyzacja” weszło już na stałe do słownika polskiego, ale nie tylko. Zastanawiano się nad pojęciami takimi jak „westernizacja” świata czy „amerykanizacja”, jednak nazwa prywatnej firmy najlepiej potrafiła określić fenomen, jaki panował i nadal panuje w świecie. Coraz więcej krytycznych uwag skierowanych do Amerykanów przez styl ich rządzenia powinien raczej być kierowany przeciwko amerykańskim koncernom, które tak bardzo frustrują wiele społeczeństw. Teraz jednak system jest krytykowany od środka – przez Amerykanina.



Morgan Spurlock to już powszechnie znane nazwisko – można stwierdzić, że wypłynęło trochę na fali fenomenu Michaela Moore'a i jego filmów dokumentalnych, które zrobiły furorę (także finansową) na całym świecie. Najpierw Bowling for Columbine, krytyka nie tylko przemysłu zbrojeniowego, ale także stylu życia Amerykanów, a potem głęboko antybushowski dokument „Fahrenheit 9/11” (który przyniósł Moore'owi Złotą Palmę, co uważa się za policzek wymierzony Ameryce – jednak head of the jury, Quentin Tarantino, o antyamerykanizm posądzony z oczywistych przyczyn być nie może) – te filmy wyprowadziły film dokumentalny na afisze. Spurlock jednak z trochę innej strony atakuje system, prawie w ogóle nie interesując się aspektem międzynarodowym – jego dokument, Super Size Me (aluzja do zestawów Super Size jakie sprzedawano w restauracjach sieci McDonald's) jest skierowny do obywateli Stanów Zjednoczonych, bo krytyka tego co w USA jest naturalnym początkiem krytyki polityki McDonald's na świecie.

Mniam!


Pewnego razu, leżąc najedzonym do syta i oglądając transmisję ze Święta Dziękczynienia, Morgan Spurlock zobaczył krótką informację o tym, jak dwie otyłe nastolatki wytaczają proces fast-foodowemu gigantowi o swoją nadwagę. Konkretniej chodziło o niejakie uzależnienie od szybkiego żarcia, a pomocą prawniczą dla tych nastolatek został człowiek, który jako pierwszy wygrał procesy z koncernami tytoniowymi. W głowie Spurlocka, pewnie jeszcze dość mglisto, rodził się pomysł, który teraz mamy okazję zobaczyć, już w bardziej czytelnej formie, na ekranach kin. Chciał on bowiem znaleźć związek między samopoczuciem, wagą (Amerykanie to najgrubszy naród świata, tam też jest matecznik większości sieci fast food) a wielką ilością McDonalds'ów i w ogóle częstym pożywianiem się Amerykanów w sieciach tego typu. Najprostszy sposób okazał się najskuteczniejszy – Spurlock zdecydował, że przez miesiąc będzie stołował się tylko w McDonaldsach, trzy razy dziennie.

Spurlock podczas badań


Film nie opowiada tylko o wpływie tzw. junk food na wagę, albowiem sam Spurlock przed testem dokonał wielu badań, poszedł do trzech lekarzy, do dietetyczki – z których wynikało, że jest ponadprzeciętnie zdrowy, wysportowany i tak dalej. Film byłby koszmarną nudą, ale i informacyjnym bublem, gdybyśmy przez kilkadziesiąt minut mieli oglądać jak pożywia się dokumentalista – dlatego też między posiłkami Morgan odwiedza wiele stanów Ameryki i rozmawia z wieloma osobami o tym, jaki może być wpływ takiego jedzenia na człowieka, dowiaduje się dlaczego ludzie tak często korzystają z fast food'ów, stara się znaleźć odpowiedź na pytania z zakresu socjologii, psychologii, nawet prawa (wspomniany proces wytyczony McDonaldsowi – dociera on do adwokata dziewczynek, także do wspomnainego pomocnika prawniczego – pogromcy koncernów tytoniowych).
Widz jest świadkiem z jednej strony informacji bardzo jednostronnych, czasem miny Spurlocka i jego zdania o samopoczuciu wydają się nieprawdziwe, jednak w szerszym aspekcie film odnosi sukces. Scena, w której po zjedzeniu quarterpoundera Spurlock wymiotuje go za okno samochodu może wydawać się niepotrzebna, a jednak gra ważną rolę w spektaklu, na jaki zaprosił nas reżyser.
Podczas próby Spurlock nadal poddawany jest testom medycznym, lekarze zdziwieni jego stanem często doradzają mu przerwanie eksperymentu (jeden z nich mówi: „gdyby był Pan alkoholikiem, powiedziałbym Panu, że Pan umrze”), a testy medyczne, jakie cierpiętnik robi bezpośrednio po teście rzeczywiście przerażają. Jeśli chodzi o samą wagę to tyje on 11,5 kg, jednak relatywnie dietetyczka twierdzi, że jest to więcej, gdyż masa mieśniowa zmniejsza się (by wprowadzić się w tryb życia przeciętnego Amerykanina Spurlock nie może również ponadprzeciętnie się wysilać, dlatego np. liczy ilość kroków, jakie robi dziennie tak, by nie przekroczyć średniej krajowej), a masa tłuszczowa wyraźnie przybiera na, nomen omen, masie.

Typowy Amerykanin


Nie konkluzja tego filmu jest ważna, gdyż jest ona znana od początku, chodzi o te informacje o nawykach żywieniowych jakie przekazuje nam film. Spurlock nie namawia na wegetarianizm (jego dziewczyna, weganka, spiera się z nim o wołowinę, którą on lubi – nie jest szalonym antyglobalistą, zielonym), pokazuje po prostu jak niechlujnie się odżywiamy. Pewnie, że winę zwala na McDonaldsa i inne sieci fast food (znamienita scena, w której pokazuje dzieciom podobizny różnych sławnych ludzi – te nie kojarzą Jezusa czy Busha, ale wszystkie zapamiętały Rolanda McDonalda, clowna z reklam sieci), ale też i na nas samych – tym bardziej, że wielu rodziców zabiera dzieci do takich śmieciowisk, gdzie te uczą się pożywiać. Zahacza on o sprawę wyżywienia w szkołach, które często opiera się na mrożonym jedzeniu i gazowanych napojach (paradoksalnie najlepszą kuchnią szczyci się szkoła dla dzieci sprawiających problemy wychowawcze), coś tam napomyka o żywieniowym lobby w Kongresie. Ważne jednak, by film uczył i coś zmieniał, a nie bawił i rozkoszował.

Błeeee...


W dwa miesiące po Sundance Festival, gdzie pokazywane są filmy offowe produkowane w USA, i gdzie odbyła się premiera Super Size Me, McDonalds zaprzestał sprzedawania zestawów Super Size. Jak mówiła wtedy rzecznika McDonaldsa ta decyzja została podjęta na długo przed powstaniem filmu...


  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   62