Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   36
                       

Krzychu "Voo" Wszołek

PRODUCENT: EA Redwood Shores    DYSTRYBUTOR: Electronic Arts   GATUNEK: RPG   WWW: http://www.eagames.com/official/lordoftherings/thethirdage/us/home.jsp


Oparte na filmach Jacksona hack'n'slashowe THE TWO TOWERS i THE RETURN OF THE KING zostały swego czasu dobrze przyjęte przez graczy. Każdy jednak czekał na kolejny krok EA Games w zakresie wykorzystania najgorętszej z filmowych licencji. Filmy, nie wspominając nawet o literackim pierwowzorze, po prostu zasługiwały na coś więcej niż efektowna, dynamiczna siekanina na kilka godzin zabawy. W ostatnim kwartale ubiegłego roku oczekiwania fanów zostały spełnione.



Pecetowcy dostali strategię, którą w Blaszaku rozlicza Gonzo, natomiast posiadacze next-genów mogą cieszyć się z erpega, przyjemność zrecenzowania którego przypadła w udziale mojej skromnej osobie. Powiedzmy sobie od razu - erpega raczej nietypowego jednak z pewnością wartego poświęcenia mu tych kilkudziesięciu.... A nie, wszystko w swoim czasie. Niech będzie zgodnie z zasadami, czyli po kolei. Zacznijmy od obsady...
Każda opowieść musi mieć swych bohaterów. LOTR: THE THIRD AGE ma ich w sumie sześcioro i nie są to postacie znane z książki lub z filmów. Przygodę rozpoczynamy mając w drużynie dwoje wojowników. Pierwszy z nich to szef ekipy czyli Berethor z Gondoru. Oprócz zadawania wielokrotnych ciosów mieczem specjalizuje się również w magii zwiększającej chwilowo "siłę uderzeniową" drużyny. Od początku gry ma u swego boku piękną elfkę Idrial. Ta potrafi leczyć towarzyszy oraz miotać potężne czary "wodne. Później do wymienionej dwójki dołącza Elegost, kolega po fachu Aragorna, podobnie jak on tajemniczy. Jest świetnym łucznikiem potrafiącym celnymi trafieniami wyłączać czasowo z walki przeciwników. Czwarty na liście to Hadhod, zajadły krasnolud. Potrafi rzucać czar chroniący wybraną postać w drużynie, miotać fireballe w przeciwników a jak trzeba to i toporem lub młotem przyłożyć solidnie. Jako piąta do drużyny dołącza się Morwen, córka mieszkańców Rohanu zabitych przez Wargów podczas ucieczki do Helmowego Jaru. Jest bardzo zręczna i oprócz walki dwoma toporkami umie kraść przeciwnikom punkty umiejętności. Ostatni do drużyny zaciąga się Eaoden, mistrz włóczni i specjalista od ataków wysysających życie z przeciwników.

(kliknij aby powiększyć)


Berethor podąża śladem swojego rodaka - Boromira a potem pozostałych członków Drużyny Pierścienia. Przyczyna wędrówki na początku jest niejasna, podobnie jak przeszłość Berethora. Widać jednak, że Gandalf interesuje się wyprawą „Drużyny Bis" i wiąże z nią konkretne nadzieje. Mniej więcej w połowie gry możecie przeżyć małe zaskoczenie ale o tym sza! Napiszę tylko tyle, że jeśli na początku uznacie, że gra praktycznie pozbawiona jest fabuły to później możecie przeżyć miłe rozczarowanie w tym względzie. Szlak drużyny Berethora kilkakrotnie krzyżuje się z trasą wędrówki Drużyny Pierścienia. Są to oczywiście miejsca najbardziej spektakularnych walk znanych z filmów, w których przychodzi nam wspomagać Aragorna i spółkę. Gandalf, a w zasadzie grający go w filmach sir Ian McKellen jest narratorem gry. Jego głos słyszymy w trakcie ponad 100 przerywników filmowych, czasem nawet kilkuminutowych, zmontowanych z fragmentów filmów Jacksona. Suplement zaiste imponujący. Przerywniki te, odblokowywane przez nas w określonym momencie gry, przedstawiają wydarzenia rozgrywające się właśnie w Śródziemiu. Jeśli więc np. podążamy do Helmowego Jaru to po drodze odblokowujemy sceny w których oglądamy "produkcję" orków przez Sarumana, wymarsz jego armii, przygotowania Rohańczyków do obrony itd. Stosunki pomiędzy bohaterami, ich sympatie i niesnaski poznajemy natomiast w krótkich (zbyt krótkich) scenkach zrobionych na enginie gry. Idrial i Morwen wyraźnie lecą na Berethora, ten jest rozdarty, a wszystkiemu z dystansem przyglądają się Hadhood i Elgost. Szkoda, że później wątek ten zostaje zdominowany przez wyjaśnienie przeszłości Berethora. Fabuła podzielona jest na rozdziały, z których każdy opowiada o podróży przez pewien obszar Śródziemna. Na każdym z nich mamy do wykonania określone zadania. Teoretycznie w dowolnej kolejności, zazwyczaj jednak sama trasa narzuca nam co zrobimy najpierw a co później. Podróż odbywa się w trybie eksploracji. Wówczas kierujemy jednym, wybranym przez nas bohaterem symbolizującym drużynę. Przemieszczamy się w trójwymiarowym środowisku mając możliwość dowolnego ustawienia kamery za pomocą prawego analoga. W trybie eksploracji napotykamy nielicznych NPCów, rozmowa z którymi przedstawiona jest w postaci napisów u dołu ekranu. Nie oczekujcie w tym względzie zbyt wiele, zazwyczaj to krótka wypowiedź narzucająca nam kolejne zadanie do wykonania. Ponadto eksplorując obszar zapisujemy grę w wyznaczonych punktach oraz znajdujemy skrzynie, w nich zaś ukryte mikstury, przedmioty i broń. Należy wspomnieć, że w grze nie ma opcji kupowania i sprzedawania. Niby szkoda, ale z drugiej strony idiotycznie wyglądałby jakiś kram rozstawiony np. w środku Morii lub zrujnowanym Osgiliath, prawda? Dlatego wszystko co jest nam potrzebne znajdujemy w skrzyniach lub przy zabitych wrogach.



A skoro już mowa o zabijaniu to pora przejść do tego, co stanowi esencję gry i jakieś 95% czasu z nią spędzonego - do walk. Część z nich odbywa się w z góry określonych przez programistów miejscach i tych nie możemy ominąć. Zbliżanie się do miejsca walki symbolizuje Palantir rozbłyskający w lewym górnym rogu ekranu. Część walk to zasadzki - zastawiane przez wrogów najczęściej przy skrzyniach z wyjątkowo atrakcyjną zawartością, w żaden sposób wcześniej nie sygnalizowane. Czasami w rogu ekranu, zamiast Palantira delikatnie rozświetla się Oko Saurona. To znak, że w pobliżu kręcą się wrogowie.



Te walki przy odpowiednim kierowaniu ruchem bohatera można ominąć, chociaż oczywiście warto walczyć jak najczęściej. Zwycięstwo oznacza przecież punkty doświadczenia i nowe przedmioty.
Sama walka przebiega w turach. Aktywność bohatera tradycyjnie dla tego typu gier zależna jest od ilości posiadanych punktów akcji, każda czynność zużywa ich określoną ilość. Kolejność ataków zdeterminowana jest przez pewne cechy postaci, chociaż można wpływać na nią odpowiednio wykorzystując możliwości bohaterów, np. usypiając czarem danego przeciwnika. Wymieniając członków drużyny wspomniałem o tym bardzo zdawkowo, więc teraz dodam, że każdy z nich posiada przynajmniej kilka rodzajów ataku przy użyciu broni i kilka umiejętności, które w pewnym uproszczeniu można nazwać "magicznymi". W sumie daje to olbrzymią ilość kombinacji i możliwość dostosowania taktyki do własnych preferencji i sytuacji na polu walki. Jednocześnie walczyć może tylko 3 członków drużyny. Dochodzi więc dylemat kogo w jakim momencie wystawić a kogo wycofać. Tylko czasami w drużynie pojawia się "gość specjalny" jako ten czwarty do brydża (np. Gandalf podczas boju z Balrogiem, Aragorn podczas obrony bramy w Helmowym Jarze, Faramir w Osgiliath). Podobnie jak w poprzednich grach na podstawie „Władcy Pierścieni” na ekranie widoczny jest pasek Perfect Mode. Po jego zapełnieniu mamy możliwość wykorzystania specjalnego ataku np. w postaci nacierającego ducha olbrzymiego Enta lub atakującego z powietrza wielkiego orła. Zazwyczaj z marszu kończy on potyczkę, nie licząc walk z najsilniejszymi bossami. Oczywiście zapełnienie paska trochę trwa, dlatego nie raz żałowałem, że zmarnowałem taki atak, gdy po przejściu jakiejś upierdliwej grupy wrogów wpadałem na jeszcze silniejszą. Chociaż, z drugiej strony gra szczególnie trudna nie jest, na poziomie normal rzadko zdarzy się graczom konieczność powtarzania walki. A jeśli już się zdarzy to tylko podczas najtrudniejszych potyczek z przeciwnikami takimi jak Balrog czy Czarnoksiężnik z Angmaru. Pomimo niezbyt wysokiego poziomu trudności na przejście gry potrzeba dobrych 30 godzin, do czego w pewnym stopniu przyczynia się tzw. Evil Mode. Cóż to jest? Ano po zaliczeniu na 100% wszystkich zadań w danym rozdziale możemy ponownie stoczyć kilka najciekawszych walk przeciwko naszej własnej drużynie kierując poczynaniami sługusów Saurona. Niestety jeśli zasadnicza kampania jest raczej prosta tak Evil Mode jest już banalny. Drużyna ma obniżone statystyki i zadaje niewielkie obrażenia, wszystko po to aby gracz miał z nią jak najmniejsze problemy. Warto jednak poświęcić czas na Evil Mode bo dzięki temu dostajemy nowe wyposażenie dla drużyny w normalnym trybie.



Punkty doświadczenia uzyskane za zwycięstwa inwestujemy w rozwój pięciu cech: siły fizycznej, siły duchowej, odporności, szybkości i dokładności. Niby niewiele ale określone parametry możemy zwiększać wyposażając postać w tzw. kamienie elfów, zwiększające np. ilość punktów życia, wytrzymałość pancerza, odporność na trafienia strzałami i inne. Ponadto każda broń, każdy pancerz i przedmiot posiadają swoje własne parametry zmieniające statystyki używającej je postaci. Statystyki mogą być również zmienione na ograniczony czas, podczas walki, dzięki odpowiednim czarom lub miksturom. Postacie w trakcie gry uczą się nowych ciosów lub czarów. Po prostu po wykonaniu danej techniki określoną ilość razy dostępna staje się kolejna umiejętność tego samego rodzaju. Grafika prezentuje się wybornie. W wersji na Xboxa, w którą grałem, jest ostra jak brzytwa, widać wyraźnie jak podrasowano engine znany z wcześniejszych gier. Postacie są pełne szczegółów a niektóre lokacje autentycznie zapierają dech w piersiach. Oczywiście była to robota stricte odtwórcza, większość z nich wzorowana jest na miejscach znanych z filmów. Każdy atak lub czar ma swoją efektowną animację. Słyszałem narzekania, że mogą się znudzić ale jeśli stosować będziecie cały wachlarz umiejętności bohaterów to na pewno się nie znudzą, zwłaszcza, że są prześliczne. Balrog miał zgodnie z zapowiedziami wywołać wytrzeszcz gałek ocznych i zapewniam Was, że u mnie wywołał. Spowity w realistyczne płomienie i dym olbrzymi, ryczący skurczybyk wywijający ognistym mieczem. Miód! Niedowiarkom polecam galerię na następnej stronie. Jego mniejsi koledzy tez nie zawodzą, są tak paskudni, że bez problemu zdobyliby angaż w jakimś hollywodzkim horrorze.



Muzyka to głównie motywy świetnie znane z filmów. Kompozycji Howarda Shore mogę słuchać bez końca więc zaliczam to na plus. Osoby podkładające głos robią to z zaangażowaniem. Naśladują, podświadomie lub nie, manierę aktorów znanych z filmów. Hadhod ma akcent silniejszy niż Gimli a Idrial podobnie natchniony głos jak Arwena. Ale to się jak najbardziej sprawdza. Jedyne co mnie niemiło zaskoczyło to brak w grze możliwości zmiany poziomu głośności poszczególnych elementów składających się na ścieżkę dźwiękową - muzyki, dialogów i efektów. Dziwne.



Bardzo pozytywny w sumie obraz całości psuje nieco fakt, że niewielu chyba znajdzie się graczy, którym będzie chciało się zaliczyć grę więcej niż raz. Liniowość fabuły powoduje, że za pierwszym razem odkrywamy wszystko i pokonujemy wszystkich. Pomimo tego TRZECIA ERA warta jest swojej ceny. Posiadaczy PS2 do zakupu może dodatkowo zmobilizować fakt, że wersja na tę konsolę została wydana u nas w polskim tłumaczeniu, za co chwała EA Polska. Udana gra RPG, dla większości polskich konsolowców dostępna w ojczystym języku – czegóż chcieć więcej?


Trochę mało wymagająca ale za to długa, efektowna i napakowana fragmentami filmów Jacksona. Dla fanów - pozycja obowiązkowa!



TomisH:
Voo pisząc, że gra jest raczej prosta troszkę minął się z prawdą. Przez pierwsze kilkanaście godzin faktycznie pruje się bez przeszkód z punktu A do punktu B (niestety Third Age jest liniowe aż do bólu), aby gracz mógł się łatwo „wgrać” w tytuł, potem jednak zaczynają się nagle schody i konieczne jest kombinowanie jakby tutaj przypakować postać. I to jest właśnie to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli wzorem jRPGów - „koksowanie”. Żmudne troszkę, bo dostajemy jedynie jeden punkt do umiejętności przy jej użyciu (a niektóre kosztują i sto) ale przy odrobinie pomyślunku da się uzyskać i trzy-cztery skille podczas jednej walki. Zaliczenie początkowych 33% gry zajęło mi 26 godzin, potem zaaferowany fabułą nie zwracałem już takiej uwagi na licznik. Gdyby już to jednak przyrównać do Fable… Może lepiej nie. Brak sklepów na drodze naszych bohaterów absolutnie nie przeszkadza, a jeśli ktoś ma zmysł archeologa (przeczesuje dokładnie lokacje żeby wszystko odkryć) to nawet tego nie zauważy. Ogólnie rzecz ujmując – bardzo dobra, acz jednorazowa gra osadzona w klimatach Śródziemia. Polecam.




  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   36