Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   28
         

Kamil "Iwan" Iwanowicz


PRODUCENT: Starbreeze AB    DYSTRYBUTOR: Nicolas Games   GATUNEK: FPP   WWW: www.riddickgame.com
Gra oparta na licencji dosyć niezłego filmu. Przed premierą mało kto o niej słyszał. Czy to może być naprawdę dobre?



Wszystko zaczęło się od Pitch Black- filmu akcji, w którym główną rolę grał Vin Diesel. Film odniósł dosyć spory sukces, więc oczywiście wzięto się za sequel. Chronicles of Riddick- bo tak nazywa się kontynuacja- niedawno nawiedziła kina i co najważniejsze, w postaci gry - X-boxa. A odtwórca głównej roli jako został zaproszony by udzielić swej twarzy. W czasie wakacji gra zawitała na Xboxa robiąc niemałe zamieszanie jeśli chodzi o FPSy. Dzisiaj także PeCetowcy otrzymali możliwość własnoręcznego spenetrowania świata Riddicka. Już na początku dowiadujemy się, że nie jest zbyt dobrze. Otóż w postaci bohatera trafiamy do najbardziej strzeżonego więzienia na świecie - kamery obserwują każdy twój ruch, za publiczne akty agresji w ciągu kilku sekund zostajesz poszatkowany ołowiem, a do tego każdy strażnik ma indywidualnie przypisaną broń i jeśli będziesz chciał mu ją zabrać, to skończysz jako grzanka. Pierwsze kroki w więziennej celi też nie są wesołe. Pozostali więźniowie traktują cię jak świeże mięso - jako kolesia, z którego można drwić i któremu na dobry początek trzeba nieźle wtłuc. Na szczęście Vin Diesel w którego tu się wcielamy, to nieprzeciętny madafaka. Cholernie miło wcielić się w tą postać, bo koleś naprawdę zabija swoją osobowością. Dawno nie mieliśmy szansy poprowadzić w wirtualnym świecie takiego bad-assa. O wyjątkowości naszej postaci szybko przekonują się także pozostali więźniowie. Kilka obitych mord i wypełnionych zadań od razu zmienia nastawienie ludzi. Na początku oczywiście nikt nie chce nam udzielić pomocy, ale wraz z zyskiwanym szacunkiem otwierają się nowe możliwości...

(kliknij aby powiększyć)


Pierwszy pobyt w Butcher Bay nie zaczyna się wraz z naciśnięciem spustu. Gdy zostajemy odtransportowani do celi, możemy robić co nam się podoba. Oczywiście głównym celem jest ucieczka z tytułowego więzienia, ale nie możemy rzucać się z motyką na słońce. Potrzebny jest sprzęt i informacje. Na początku warto jest rozejrzeć się za jakąś podstawową bronią - i nie mówię tu o broni palnej; kastet lub skalpel wystarczy. Pamiętajmy, że jesteśmy w więzieniu, gdzie siedzą najgorsze szumowiny mające na koncie niemałe zbrodnie. Interakcję z więźniami zapewnia nam prosty system dialogów- nie są to poematy niczym w RPGach, ale krótkie, rzeczowe rozmowy. Czasem mamy wybór dwóch opcji odpowiedzi, jeśli chodzi o przyjęcie lub odrzucenie danego nam właśnie zadania. Zaczepieni więźniowie często udzielają nam informacji. Niektórzy pomagają nam dopiero wtedy, gdy wypełnimy dla nich określone zadanie - w questach często figuruje walka lub zabijanie. Zabić musimy np. przywódcę pewnej więziennej grupy, kilka osób wyzionie ducha w więziennym turnieju, trucizna wrzucona do obiadu też zrobi swoje. Kolejność wypełniania questów jest dowolna, daje to poczucie nieliniowości. Opisane przygodowe elementy nie wykraczają w zasadzie poza RPGowe standardy, ale w FPSie stanowią istną nowość i spisują się naprawdę świetnie. No i skutecznie podkręcają klimat- ciężką atmosferę więzienia czuć od pierwszych kroków po kamiennej posadzce brudnej celi. Bohater także robi swoje- gdy zgadzamy się na wykonanie jakiegoś zadania, kolo nie przytakuje rozmówcy ochoczo, tylko przez zęby cedzi „maybe”.
Widać, że developer podszedł do sprawy poważnie. Otóż opisane wyżej wykonywanie zadań nie jest jedyną nowością jeśli chodzi o standardowe FPPy. W CHRONICLES OF RIDDICK akcję obserwujemy z widoku FPP, ale zaznaczyć należy, że jest to cholernie realistyczny widok FPP. Przede wszystkim - jeśli nie mamy akurat w rękach broni, to możemy np. popatrzeć sobie na własne buty. Poza tym, patrząc w bok, do pewnego kąta obracamy samą głowę tak, że możemy popatrzeć na własny bark (tułów obraca się przy mocniejszych obrotach). Z kolei przy wyskoku widzimy wymach rąk bohatera. W grze jest także zaimplementowany system walki wręcz - dosyć ubogi, ale zważać trzeba na fakt, że walka ukazana jest w trybie FPP. Możemy więc osłonić się gardą lub wyprowadzić kilka ciosów (lewy przycisk myszy+kierunek) łącząc je w combosy. Na ręce zakładać możemy różne rodzaje kastetów, które zwiększają zadawane obrażenia. Są jeszcze różne narzędzia, typu skalpele, śrubokręty, którymi także możemy zaatakować na kilka sposobów. Oprócz tego istnieje mega-cios (wbicie narzędzia pod żebra) załatwiający oponenta od razu. Są momenty, kiedy stajemy w konfrontacji z uzbrojonymi strażnikami, samemu nie mając nawet kastetu. Nie musimy jednak wtedy walić przeciwników w nos, kiedy oni prują do nas z karabinu. Gdy znajdziemy się blisko strażnika, dzięki odpowiedniej kombinacji klawiszy bohater przechyla karabin wroga i naciskając NA JEGO palec strzela mu w głowę (a pamiętać należy, że karabiny działają tylko z posiadaczami określonego DNA). Jakby tego było mało, w grze spotkamy się z elementami „stealth”- o ciemny kąt tu nietrudno. Gdy jesteśmy niewidoczni podczas skradania się, ekran przybiera niebieski odcień. Gdy jednak wejdziemy w promienie światła, obraz wraca do normy co znaczy, że jesteśmy już widoczni. Zakradanie się strażnikom za plecami daje ogromną satysfakcję, ponieważ możemy koleżkom skręcać karki. Nawet taki sposób uśmiercania ma dwa sposoby- błyskawiczny i głośny, lub dłuższy, ale bezszelestny. Ciała możemy przenosić- strażnicy w wiadomy sposób reagują widząc na podłodze martwego kumpla.



Mordę Vin Diesela zobaczymy nie tylko w cut-scenkach. Przy każdym podciąganiu się na wysokość, zjeżdżaniu po drabinie itp. kamera wędruje kilka metrów w bok, przy czym można nieco zmieniać jej położenie poruszając myszką. Sterowana przez nas postać na szczęście nie widzi w dwumetrowej skrzyni przeszkody nie do pokonania. Bohater niczym w platformówkach podciąga się na wyższe przeszkody, potrafi także używać drabinek rozciągniętych wzdłuż sufitu. Są to niespotykane dotąd umiejętności jeśli chodzi o FPSy, więc pewnie niektórzy z Was spędzą długie minuty, zanim domyślą się, że „przecież tam można wskoczyć”... Przejdźmy jednak do mięska, czyli tej standardowej, FPSowej akcji. Gra nie zaskakuje w zasadzie ilością broni ani różnorodnością przeciwników. Jeśli o bronie chodzi, to szybko najlepszym przyjacielem staje się shotgun- mistrzowski wygląd, animacja przeładowywania no i oczywiście skuteczne działanie. Z czasem dostaniemy do rąk używany przez straże karabin- w końcu nasz bohater na komputerach się zna i swoje DNA do pamięci maszyny wprowadzić potrafi. Oprócz dwóch wymienionych rodzajów broni (które stanowią podstawę każdej walki) wyróżniamy pistolet i granaty.
Z tego sprzętu będziemy korzystać raczej rzadko; pozostałego uzbrojenia dokładnie nie opiszę, co by nie psuć przyjemności z odkrywania kolejnych broni. Powiem tylko tyle, że Riddick prawie nigdy nie jest w komfortowej sytuacji i nie ma za pazuchą wszystkich broni- najczęściej musimy latać z bardzo ograniczonym wyborem. Broni jest w zasadzie dosyć mało, ale podczas gry zupełnie się tego nie zauważa (ja zdałem sobie z tego sprawę dopiero podczas pisania tych słów). W walce przydają się porozstawiane tu i ówdzie beczki, które (zgodnie z normami UE) wybuchają gdy w nie strzelimy. Wybuchy mają sporą siłę, więc rozwalanie beczek przydaje się, gdy nie chcemy marnować amunicji.

Pierwszą grupą, którą zmniejszymy o ładnych kilku członków są oczywiście więźniowie. Wszyscy wyglądają inaczej- spotkamy tłuściochów spędzających czas w stołówce, napakowanych mięśniaków, zarówno białych jak i czarnych skazańców. Kolejną grupą do eksterminacji są strażnicy więzienia- najczęściej są dobrze uzbrojeni. Nie są także głupi, widać, że AI działa jak należy- nigdy nie stoją w miejscu, robią uniki i przewroty, przez co wcale nie jest łatwo ich trafić. W dalszej części gry spotkamy kilka rodzajów robotów, których wykonanie to już nie lada sztuka (o czym później); nie mogło także zabraknąć kochanych potworków.
CHRONICLES OF RIDDICK wprawdzie nie posiada żadnych rewolucyjnych innowacji, ale dzięki dopracowaniu szczegółów wywiera na Graczu duże wrażenie. Chciałbym tu powiedzieć o sposobie ukazania całej rozgrywki. To, że widok FPP, to już wiemy. Ale spójrzcie na dowolnego screena z gry- nie ma na nim ani jednego wskaźnika, po prostu widzimy wirtualny świat i giwerę (o ile coś akurat trzymamy w rękach). Twórcy zapewne nie chcieli zaśmiecać ekranu gry, więc licznik naboi umieścili bezpośrednio na trzymanej broni. Wskaźnik zdrowia pokazuje się tylko, jeśli otrzymujemy obrażenia- gdy jest spokój, kwadraty określające stan zdrowia znikają. Nie widzimy także statycznego, naniesionego na ekran celownika- każda broń ma laserowy celownik widoczny w postaci czerwonej kropki, która wbrew pozorom bez najmniejszych problemów wskazuje miejsce, w które celujemy.



Gra jest bardzo „ciemna”- pełno w niej nieoświetlonych pomieszczeń lub zupełnie czarnych rur wentylacyjnych, które odwiedzimy nieraz. Z pomocą Riddickowi przychodzą bronie z podczepioną latarką (shotgun i karabin) lub nabyte umiejętności świecenia... oczami. Oba sposoby przydają się w określonych sytuacjach i żaden z nich nie jest idealny. Korzystanie ze światła powoduje różne efekty graficzne, a właśnie na grafice chciałbym się teraz skupić... Od razu powiem, że panowie ze studia Starbreeze (developer) zasługują na tydzień urlopu na Karaibach. To, co wyprawia ich silnik, to przechodzi ludzie pojęcie. Na Xboxie gra wyglądała świetnie, ale obawiałem się, że wersja PC może wymagać kosmicznego sprzętu. Na szczęście silnik został należycie zoptymalizowany i nawet na moim kompie ledwo spełniającym wymagania minimalne gra śmiga (loadingi po kilkanaście sekund, dla porównania w Painkiller: BooH trwały po kilka minut) aż miło. RIDDICK stylistyką bardzo przypomina DOOMa 3- mamy tu dużo zaciemnionych miejsc, w oczy rzuca się także charakterystyczny bump-mapping, dzięki któremu powierzchnie obiektów wyglądają bardzo realistycznie. Nie jestem w stanie ocenić teraz która gra jest ładniejsza, ale jestem pewien, że pod względem wydajności silnik RIDDICKA kładzie DOOMa 3 na łopatki. Perełką całej oprawy wizualnej jest z pewnością wykonanie robotów. Po prostu widać, że są one ciężkie, masywne i posiadają niemałą siłę ognia. Twórcy świetnie oddali ich potęgę- robota naprawdę trudno zniszczyć, a siedzący wewnątrz mechanicznej obudowy człowiek co i rusz rzuca tekstami typu „I’m indestructible”. Pod względem graficznym świetnie prezentują się także ludzie, a w szczególności więźniowie- ukazanie mięśni lub tłuszczu zlewającego się w gruby brzuch wygląda fachowo jak nigdy. Występują tylko spore problemy z mimiką- postacie niezbyt ochoczo poruszają ustami; w tej kwestii nadal widać kilometry zaległości do H-L2.



Muzyka w grze jakoś nie zrywa czapki z głowy, ale i nic jej nie brakuje. Podkład muzyczny posiada kilka bardziej wyróżniających się motywów, ale to wszystko. Dźwięki stoją na dobrym poziomie, a w szczególności wszystkie odgłosy, które towarzyszą robotom („gadające” kamery w więzieniu są świetne). Trochę wątpliwości pozostawiać może charakterystyczny głos głównego bohatera- ciekawe, czy Vin Diesel takim samym basem prosi o bułki w sklepie...
Wersja PC, tak jak i X-boxowa, została wzbogacona o masę bonusów w postaci artworków, filmików i wielu innych interesujących rzeczy, które odkrywamy znajdując ukryte paczki z papierosami (w sumie jest ich 62 sztuki). Nie lada atrakcją jest także tryb „Commentary”, który odblokowuje się po jednorazowym przejściu gry. Bardzo polecam jego zgłębienie. Nie wspomniałem jeszcze o fabule, co też szybko nadrabiam. Historia nie jest może bardzo oryginalna, ale obfituje w kilka naprawdę świetnych zwrotów akcji w filmowym stylu. Do tego niektóre momenty (nie tylko filmików ale i samej gry) obfitują w naprawdę pierwszorzędny, czarny humor. CHRONICLES OF RIDDICK posiada niepowtarzalny klimat, jednak w moim mniemaniu nie ma co nawet stawać w szranki z H-L2. Chociaż to już zapewne kwestia gustu, na pewno znajdą się tacy, którzy RIDDICKA wyniosą ponad H-L2. Jednak co by nie powiedzieć, nie da się ukryć, że CHRONICLES OF RIDDICK to naprawdę świetna gra, absolutna czołówka FPSów na PC. Gra posiada wiele cech, o których konkurenci mogą tylko pomarzyć, ale sama nie jest bezbłędna- biedna fizyka kłuje w oczy. Reasumując, CRONICLES OF RIDDICK to jedna z najlepszych gier ubiegłego roku - ukazała się bez całego szumu i kilkuletnich zapowiedzi rozsiewanych po internecie. Ukazała się i posprzątała, że tak powiem. Enjoy!

Pentium 4 2,6 Ghz, 512 MB RAM, GeForce FX 5900

Mam nadzieję, że ochłonęliście już po HALF-LIFE 2 bo oto kolejna gra, dla której warto nie pójść do szkoły...


  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   28