Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   26
                                   

Robert "Rosic" Korczak


PRODUCENT: 2015    DYSTRYBUTOR: Nicolas Games   GATUNEK: FPS   WWW: http://www.menofvalorgame.com/
Ostatnio spotkał nas wylew… bynajmniej nie krwi do mózgu, ale gier opowiadających o konflikcie w Wietnamie. Większa część z nich to shootery FPP lub TPP. Niestety, oprócz zbyt trudnego Vietconga nie były to produkty zbyt udane. Conflict Vietnam, Shell Shock Nam 67, czy Line of Sign Vietnam, są tytułami dość średnimi. Chłopaki ze studia 2015, którzy zdobyli spore doświadczenie przy produkcji Medal of Honor Allied Assault, postanowili wkroczyć na wietnamskie pola ze swoją produkcją. Oto nadciągnął ich Men of Valor.



Witaj w Da Nag żółtodziobie, chodź, zagramy w piłkę… Mniej więcej tak zaczynają się nasze zmagania w Wietnamie. Dosłownie kilka sekund później jesteśmy już w piekle, kule świszczą koło nosa, w około spadają bomby, a nasi kumple zwijają się jak w ukropie, aby odeprzeć niespodziewane uderzenie wroga. Na fabułę gry składają się cztery operacje (plus obóz treningowy). Każda operacja to od dwóch do czterech misji, które są w miarę długie.

Rzeczką sobie płyniemy


Nie znam się za bardzo na topografii Wietnamu, ale takie miejsca jak Sajgon, czy wzgórze XXX, kojarzą się każdemu. Właśnie tam rozgrywać się będą ciężkie boje. Oczywiście weźmiemy udział także w misjach na mniej znanych terenach.Plansze poukładane są chronologicznie i stanowią historię pobytu na wojnie żołnierza o imieniu Dave. Fabuły jako takiej nie stanowią misję, ponieważ są one tylko czystą akcją, lecz odprawy przed i po nich. Najczęściej dane nam będzie wysłuchać listów, jakie piszą do Dave’a jego rodzice. Dotyczyć będą one często niesfornego brata, ale na tym zakończę, żeby nie zdradzać, co się wydarzy. Zobaczcie sami. Na początku i końcu operacji zdarzać się będą także dokumentalne filmy o wojnie, wprowadzające w teatr działań.

(kliknij aby powiększyć)
Po imprezie :D


Większość leveli, na których przyjdzie nam walczyć umiejscowiona jest w gęstej dżungli. Cele misji, jakie są nam stawiane to przede wszystkim odnaleźć i zgładzić wrogów. Hm… zawsze jest taki cel, tylko w różnej otoczce, np. zdetonowanie zapasów amunicji czy ryżu, oczyszczenie wioski z żółtych, odbicie zestrzelonego pilota. Czasem zdarza się też zdobywanie lub obrona wzgórz i ważnych miejsc. Bardzo ciekawa misją jest ta, w której towarzyszy nam ekipa telewizyjna. Na końcu zmagań z tą planszą zostajemy poczęstowani materiałem, który został przez tą ekipę opracowany. Najgorsze jest to, że całkowicie przekłamali oni prawdę. Oprócz misji w lasach są także takie, które dzieją się na terenie zabudowanym: w bazie lub w mieście. Są one bardzo dobrą odskocznią od wody, drzew i kamieni.

Łubudu i po wietnamcach


Dużą zaletą Men of Valor jest wszechobecna akcja. W tej grze nie spotkamy ani grama nudy! Ciągle się coś dzieje, nie ma sekundy spokoju. To zasadzka, to niespodziewany atak, to pełne zażarcia strzelaniny w mieście, albo zdobywanie wzgórz z bunkrami. Dzieje się naprawdę dużo. Mimo iż gra jest liniowa do bólu, to, gdy przebiegamy przez jakiś obszar wielokrotnie, za każdym razem zauważymy coś nowego. Nowego, bo nie spostrzegliśmy tego wcześniej. Mniej więcej wygląda to tak: biegnąc okopem w pewnej misji z lewej strony rozbijał się helikopter, z prawej człowiek wyleciał w powietrze od wybuchu pocisku, za sekundę zza rogu wypadli Wietnamczycy, a ktoś nad okopem rozbił ciężarówkę. To wszystko dzieje się przy akompaniamencie noworocznych fajerwerk. Często zdarzają się tak napakowane zdarzeniami sytuację, że nie wiadomo, na czym skupić uwagę. W powietrzu unosi się ogromne napięcie i presja, pod którą musimy działać.

A ja jestem z Beatką, i co teraz ?? :>


Co prawda samodzielnie nie możemy prowadzić pojazdów, ale przyjdzie przejechać się nam we wnętrzu wozu pancernego, czy malutkiego dostawczego pojazdu zwanego mułem. Będziemy także obsługiwać stacjonarne karabiny maszynowe, a także działko pokładowe śmigłowca. Podczas misji często wsparcia ogniowego udzieli nam czołg, śmigłowiec bądź wezwany samolot. Zrzucenie napalmu wygląda kosmicznie, ale o tym później :).

Dla kogoś ten fajerwerk miły nie będzie


Podczas wykonywania każdego zadania działa się w grupie. Nigdy nie jesteśmy samotnym jeźdźcem, który wycina połowę Wietnamskiej armii. Nasi kompani umieją sobie dobrze radzić w trudnych sytuacjach i można mieć do nich zaufanie. Czasem denerwuje jedynie fakt, że to akurat nasz bohater musi iść do przodu pierwszy, aby reszta ekipy ruszyła za nim. Wietnamczycy już do istot inteligentnych raczej nie należą. Co prawda umieją się schować za jakimś głazem czy drzewem, ale po pewnym czasie z owej kryjówki wyjdą. Może mają hemoroidy :].

Strzelanina w mieście


Potem zaczynają ochoczo biec prosto pod lufę Twojego karabinu. Pojedynczy Wietnamczyk nie jest trudnym przeciwnikiem, jednak cała ich grupa w asyście karabinów maszynowych może być już przeszkodą. Biorąc pod uwagę to, że w grze savy są tylko, co jakiś czas, to niektóre plansze mogą doprowadzić do zdenerwowania. Większość gry jest prosta, od czasu do czasu zdarzają się jednak bardzo upierdliwe fragmenty z ostro przegiętym poziomem trudności. Powtarzanie 20 razy 6 minutowego kawałka misji do przyjemnych nie należy. adwokat rozwód łódź
Przyjemne jest jednak strzelanie z wielu rodzajów broni, od pistoletu po ckmy i wyrzutnie rakiet. Tak jak to w dzisiejszych grach bywa karabiny oddane są bardzo dokładnie i wyglądają tak jak oryginalne produkty. Dobrym rozwiązaniem jest możliwość przybliżenia obrazu poprzez przyłożenie broni do oka. Gdy dłużej potrzymamy klawisz, to nasz strzał będzie celniejszy. W trybie celowania można wychylać się na boki, ale nie można się poruszać.

Odpieranie ataku


Co jak co, ale grywalność jest bardzo duża. Dynamizm, ciekawe zadania, zróżnicowane i dobrze opracowane scenerie, zachęcające wstępy do misji, a co najważniejsze po prostu przyjemna gra pozwalając cieszyć się bardzo z każdego ustrzelonego Wietnamczyka. Gra mimo sporej ilości błędów i niedociągnięć, o których za chwilę powiem, potrafi wciągnąć. Bez problemu można utożsamić się z głównym bohaterem, napawać się zwycięstwem, a o przegranej nie rozmawiać. W grze znajdziemy także momenty chwytające za serce, w których robi nam się bardo przykro, ale odkryjcie je sami, bo według mnie naprawdę warto. Na uwagę zasługuje ciekawy sposób leczenia ran. Gdy oberwiemy kulką najpierw szybko się bandażujemy, aby nie stracić zbyt wiele krwi. Zbyt późne bandażowanie spowoduje dużą utratę punktów życia. Aby wyleczyć nasze ciało ze starych ran trzeba znaleźć apteczkę. Bardzo wielu wrogów ma ową przy sobie, więc wystarczy przeszukać ich ciało. Przeszukanie owocuje także w powiększenie stanu amunicji, lub znalezienie dodatkowych granatów. Swoją drogą granat w grze działa jak granat, a więc ma duży zasięg rażenia i sporą moc! Nie ma co, trzeba uciekać gdzie pieprz rośnie, gdy widzimy nadlatujący w naszą stronę granat. Podczas przemarszu przez dżunglę należy też zwrócić uwagę na zastawione pułapki, ponieważ mogą one szybko zakończyć nasz poczciwy żywot.

Efekt pouderzeniowy


W Men of Valor da się grać z ogromną ochotą, ale jak na grę nową powinna ona ustrzec się kilku błędów. Po pierwsze nasz bohater nie umie skakać! Niemożliwe? A jednak! Umie się czołgać, umie kucać, ale zapomniał jak się skacze. Dzięki temu rozwiązaniu autorzy uzyskali pewną rzecz, mianowicie jesteśmy całkowicie zależni od twórców produktu i musimy podążać dokładnie tam, gdzie oni chcieli. Nie ma tu miejsca na żaden Freestyle. Ogranicza nas także plac boju, bo gdy odejdziemy od niego zbyt daleko, gra wyświetla komunikat o przegranej. Dalszymi niedociągnięciami może być wspomniany wcześniej brak save’u w dowolnym miejscu i skaczący poziom trudności. Gra jest masakrycznie liniowa i przewidywalna. Mimo, że często wpadamy w zasadzki, to większości z nich się spodziewaliśmy. Gdy idziemy lasem, dokładnie wiadomo skąd zaatakuje wróg. W Men of Valor przesadna jest tez ilość wrogów. Podczas gry skasowałem chyba z połowę żółtej armii, a ich nadal jest zbyt wielu. Czasami brakuje też fizyki. Za czasów Medal of Honor Allied Assault fizyka w grach nie istniała, ale teraz jest bardzo ważnym elementem, wprowadzającym mnóstwo dodatkowej frajdy. Niestety w MoV nie ma szans na przewrócenie krzesła, roztrzaskanie stołu, czy zbicie butelki. Wszystko jest zrobione z tytanu i przymocowane do ziemi za pomocą ośmiorniczki. Można się przyczepić także do tego, że gra jest mało realistyczna, ale dzięki temu oferuje niesamowicie dobrą dawkę zabawy.

A ten domek się pali :(


Sporym atutem programu jest jego oprawa audiowizualna. Dzięki dźwiękom czujemy się jak na prawdziwej wojnie. Szczególnie dobrze oddane są odgłosy maszyn latających, a także wybuchy przeróżnych bomb. Oczywiście cała reszta dźwięków również stoi na wysokim poziomie. To jednak nic w stosunku do muzyki, która jest wręcz idealna! Pasuje do klimatu gry, jest natchniona i zrobiona z wielkim kunsztem. Zawiera w sobie bardzo dużo elementów z muzyki wschodu tworząc niesamowicie dobre tło dla naszych zmagać. Grafika także jest niczego sobie. Wszystko zrobione jest dokładnie i szczegółowo.

Łubudu 2


Nie ma pikselozy, ani rozmazanych tekstur. Efekty specjalne, a szczególnie ogień wygląda rewelacyjnie. Łuna ciepła, która od niego bije świetnie zniekształca obraz. Jedną z najpiękniejszych scen, jakie w grze komputerowej można zobaczyć jest zrzucanie napalmu. Szybko przelatujący samolot nad zalesionym terenem zrzuca kilka pocisków. Po kilku sekundach jego szum ustaje, a do nas zaczynają docierać kolejne wybuchy. Naszym oczom ukazuje się narastająca w olbrzymim tępię ściana piekielnego ognia. Wietnamczycy krzyczą, las płonie, a my stoimy i szukamy szczęki… Widok zapierający dech w piersiach i to za każdym razem!

Pikny most


Tak oto rysuje się nam wizja gry dobrej, która ma w sobie sporą grywalność w ładnej oprawie. Kilka rzeczy może nas zdenerwować, a nad kilkoma innymi programiści powinni jeszcze trochę popracować. Niemniej jednak jest to póki, co najlepsza gra o Wietnamie, jaką widziałem. Najważniejsze jest, żeby gracz po ukończeniu nie był zawiedziony, a wartka akcja i ciekawe misje, które są zawarte w Men of Valor nie powinny pozwolić na narzekania. Zawsze mogłoby być lepiej, ale jest dobrze i każdemu, który lubi FPSy, mogę tą grę spokojnie polecić.

64MB RAM karta graf. kompatybilna z Dx9 i T&L, Windows® 98/Me/2000/XP, 1.3 GHz Intel® Pentium® 4 or AMD® Athlon™, 256 MB RAM, 3 GB HD, DirectX® 9.0c

Zdecydowanie najlepsza gra o konflikcie w Wietnamie!


  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   26