Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   06
                           




Rozdanie drugie...



TomisH
Jest 24 grudnia. Gdyby ktoś jeszcze nie zdążył się zorientować – Mikołaj to ściema i przykrywka dla działalności pedofilów z dolnego śląska. Anyway, w tym miesiącu liczyłem siły na zamiary i stąd jedynie tekst dopełniający recenzję Halo 2 z zeszłego numeru w kooperacji z JuanMagiem (mam nadzieję, że interesujący). Kłopotów ze zdrowiem ciąg dalszy, lecz w świetle ostatnich wydarzeń moje „na-oczne” sprawy to pikuś święta w łóżku bowiem spędzi nasz Naczelny. W tym miejscu apeluję do czytelników – nie forsujcie się, nie przesiadujcie całymi dniami przy kompie czy konsoli, bo prędzej czy później będzie zonk. I nie zapominajcie o okresowych badaniach. Z kinematografii: Aliens vs Predator to porażka, RE Apocalypse za to okazało się dobrym filmem. Klasy B. Przy czym Jill rządzi, hehe. Porównałem pierwsze Appleseed z wersją z 2004 roku i powiem tak – oba anime warto stestować, bo prócz nazwy i zarysów fabuły nie mają ze sobą praktycznie nic wspólnego. Dobra, dosyć tego. Szczęśliwego nowego roku wszystkim i bierzemy się za zrzucanie brzuszka. Raz, dwa…

Xtense
Święta, święta i... święta ;) . W tym roku nie były jakoś specjalnie dobajerzone, ale wystarczyły i takie. Przez ten miesiąc zdążyłem zrobić parę ciekawych rzeczy. Do najciekawszych należą: Remiks jednego z pierwszych utworów TomisH'a (który, wbrew pozorom, podobał mu się ;) ), zakup słuchawek MT-365 (BASS. Yeah.), oraz sprawa Vocal-Trance'u, którą przybliżę. Emill stwierdził, że VT w ITku jest niemożliwy, więc postanowiłem mu to udowodnić. Do pomocy wziąłem najlepszy wokal po tej stronie Wisły i pokazaliśmy niewiernemu, co to znaczy tracker ]:-> . Poza tym odkryłem, iż techno w tempie na 3 jest możliwe (szukajcie "## stupefacient ##" autorstwa XTD). Veeroos nadal twierdzi, że umiem robić muzykę :D . Z rzeczy mniej przyjemnych, miałem wielokrotny pad twardziela :/ . Poza tym nacinam ostro w Abe's Oddysee (thx Aldaris!), zamiennie z Daggerfall'em. Jak zwykle - nie robię nic sensownego, prócz kłócenia się ze wszystkimi o wyższość trackerów nad innym oprogramowaniem muzycznym (zdrówka Morgurth!).

Dude
Ostatnio było "artystycznie", tym razem jednak będzie potocznie. Każdy dzień świąt był dniem normalnym (magia prysła już dawno temu...), natomiast sylwester uzyskał miano najlepszego w moim życiu! Iwan pamiętasz coś :P? W życiu codziennym, choć zawsze pamiętam o tym iż wszelkie syfisko zakrada się zewsząd, to nie ustrzegłem się paru poważnych błędów :/ Tak czy inaczej miniony okres wolny zaliczam do bardzo udanych. Właśnie zaczęły się ferie i właśnie w pierwszy ich dzień, dwie kobiety sprawiły mi przeogromną radość (bez skojarzeń :P), dzięki dziewczyny :* Do tego wszystkiego dochodzi jedyna praca jaką lubię, praca w SS-NG- ku chwale i sławie! I to by było na tyle :P

Emill
Teksty w końcu oddane, praca zdobyta, pierwsza kasa wpłynęła na konto, a Burnoutem 3 chce mi się już, że tak powiem, zwracać. Dlaczego, tego dokładnie nie powiem, bo jeszcze Redaktor Naczelny uznałby to za zdradę interesów SS-NG, a ciepłej posadki jego zastępcy nie mam ochoty opuszczać. Zresztą, na NHL 2005 i TOCĘ zaczynam już reagować podobnie, ale o tym dalej. Poza tym oczywiście „Święta, święta i po świętach...”, jak zwykle spędzonych przed kompem (bo w telewizji 1500-tna powtórka „Kevina samego w domu”), lekki kac posylwestrowy (ekipa, nie śmiać się, tak normalnie to ja naprawdę jestem niepijący :P), zmęczenie po-składowe (cały numer na mojej głowie, teraz wiecie, drodzy czytelnicy kto jest winien obsuwie) i macie pełen obraz grudnia vice (city) naczelnego. Grudnia w rytmach techno oczywiście. I jak tu nie zwariować? Póki co jakoś daję radę, oby tak zostało jeszcze trochę. :P
PS. No i trochę się dane zdezaktualizowały, bo za numer nie tylko ja byłem odpowiedzialny, ale pozostali winni lepiej niech pozostaną w urkyciu. ;)

Voo
W grudniu wspólnie z Gonzem i TomisHem spakowaliśmy do plecaków peceta i Xboxy i wyruszyliśmy ratować Śródziemie. Plan był prosty - Gonzo dowodzi wielkimi armiami i toczy epickie bitwy, zaś TomisH i ja kierujemy małą grupą wojowników i siejemy dywersję na tyłach wroga. Udało się. Sauron został pokonany a recenzje i komentarze napisane. Swoją drogą to ciekawe co znany ze swojej niechęci do postępu technicznego Tolkien powiedziałby na to całe filmowe, gierkowe, figurkowe i czipsowo - naklejkowe megaszaleństwo. Tego się już na szczęście nie dowiemy. W międzyczasie pogrywałem w kieszonkową wersję GTA, trochę rozczarowujące demo Forza Motorsport i mocno rozczarowujące konsolowe Call of Duty. A w styczniu, jak wszystko na to wskazuje jako Ieyasu Tokugawa zjednoczę XVII-wieczną Japonię. Tak jest, pod choinką znalazłem chyba jedną z najoryginalniejszych a na pewno jedną z moich ulubionych gier na PS2– strategię KESSEN. Ale o tym to sobie poczytacie kiedyś w Klubie Konesera. Aha, jeszcze coś – ma ktoś może na sprzedaż trochę śniegu?
Iwan
Święta tym razem minęły pod znakiem pracy- dużo tego było. A najgorsze, że i tak nie zrobiłem wszystkiego, co planowałem. Na podłodze leży sterta nieprzeczytanych pism, stos z grami, którymi zmierzam się zająć wciąż rośnie, a Amiga jak leżała w szafie, tak i leży do dzisiaj. Brak czasu daje o sobie znać. Developerzy również nie pozwolili nudzić się przez Święta- w hiciory z przełomu grudnia/stycznia tłuc będziemy jeszcze przez długie miesiące. Ja teraz postaram się zaliczyć półrocze w szkole jak najbardziej „na plus”. Bo ktoś mądry wymyślił, że ferie wypadają w połowie stycznia. A tak w ogóle cierpliwie czekam (jak wielu, zresztą) aż aktualna, komunistyczna władza wymrze i da dojść do głosu młodszym. Może coś się zmieni w tym bidnym kraju w końcu i nie będziemy marzyć o szorowaniu kibli na zachodzie (płaca jak dla dobrego biznesmena). Ale pewnie słyszeliście już takie litanie nie raz, więc nie będę dłużej smęcił. Na koniec polecam obejrzeć Sky Captain- niby nic, a jakie świetne.

Pshemozz
Gwiazdki ćwierkały, mikołaje gruchały, choinki śpiewały, prezenty pakowały a ja wciąż, jak co roku nienawidzę świąt. HWDŚM i wszystko jasne. Jak to dobrze, że człowiek ma wyjście – nie musi iść na żadną cholerną wigilię i wżerać karpia, w którym więcej ości niż czegoś do zjedzenia. Na szczęście końcówka roku nigdy nie jest taka sama jak przemijający rok 2004. I dobrze, bo jakbym miał mieć codziennie takie nastawienie do świata jak w święta to bym już od paru lat siedział z dożywociem za masowe pobicia. Chociaż siedzenie w pace wcale nie musi być złe – poseł Pęczak dostaje trzynastki – 4 tys. – lol, za 4 tys + kablówka i darmowe żarcie to ja mogę siedzieć, wyjdę po paru latach i ustawiony jestem. Jeszcze jak będę miał szczęście to mnie wcześniej wybiorą na Prezydenta Miasta – dał nam przykład Piotrków jak zarządzać mamy (zza krat). A jak już będę giga-farciarzem to jeszcze będę razem z całą moją rodziną siedział i dostanę pochwałę od TV Trwam i LPR za „umacnianie więzi rodzinnych w każdych warunkach”. Pozdrawiam Polską Scenę Polityczną.

PAiN
Zamiast giercować, postanowiłem zrobić sobie małą przerwę, odpocząć od dobrodziejstw elektronicznej rozrywki i dobrze zjeść. Lecz przed samymi świętami, jak to mam w zwyczaju, odpaliłem jakąś starą grę (wiecie, sentyment). Jak na ironię losu, któryś rok z rzędu był nim StarCraft - z tą różnicą, że wyzwałem na pojedynek trójkę znajomych. Tak właśnie minęły ostatnie w obecnym roku, czterogodzinne zajęcia z grafiki. Mogłem też odbyć kilka sesji ze znajomymi w PES4 za sprawą nowego pada do X’a (dzięki Kotku :*). Dzień przed samą wigilią ukończyłem COD: Finest Hour, ktory o mało co nie zepsuł mi nastróju świątecznego. Po same szczegóły zapraszam do recenzji (dziwią mnie tylko wysokie noty u konkurencji). Święta już za przysłowiowym pasem... zaś ten mój ciężko się dopina. Teraz wyczekuję nowego roku z nader skrzywioną miną. Dlaczego? Sztuczna potrzeba celebrowania zwana sylwestrem już na dniach, a tuż za nim czai się (jakże uwielbiany okres w życiu studenta) sesja. Help!?

Keiran
Grudzień AD 2004. Jak się okazało miesiąc bardzo dziwny. Wydawcy wystrzelali się z hitów i w zasadzie poza Riddickiem i Wojną o Śródziemie nie ukazało się nic nadzwyczajnego. Jedyna zaleta to taka, że mogłem ponarabiać zaległości z listopada. Święta – jak się okazało były dla mnie odpoczynkiem od komputera i wszystko było by super gdyby nie jakiś wstrętny wirus (ludzki, nie komputerowy). W tym miejscu chciałbym podziękować mojej Anuni za troskliwą opiekę nade mną. Święta się skończyły i w zasadzie nie ma co liczyć na to, że coś interesującego szybko się ukaże, może znajdę więcej czasu na książki chociaż. Na razie wielce rozczarowałem się trzecim tomem Achaji, zapowiadało się tak super, a skończyło jak to w Polsce – pierdnięciem zamiast wybuchu. No i byłbym zapomniał – koniec świata jest blisko, można zapłacić parę tysięcy za wczasy i trafić w sam środek tsunami.

Veeroos
5:36 rano - co to oznacza? Kolejna nieprzespana noc, też tak macie? Chyba jestem uzależniony, tylko nie wiem, czy bardziej od komputera, czy od mojego Korgusia, którego w każdy wieczór pykam po klawiszach, co wprawia w zakłopotanie wice-nacza Emilla i popycha go do rozmyślań nad moją normalnością, której nie ma. No tak, jak zwykle silę się na dowcip, a dusza w środku płacze. A dlaczego płacze? A choćby z powodu tysięcy ofiar w Azji... Sylwester? Bez sensu. Z roku na rok śmierć coraz bliżej, więc co tu świętować? Picie świetna rzecz, ale i tak bzdetne święto... Pozdrawiam wszystkich pijących do utraty świadomości, bez odrobiny refleksji nad tym, co się stało, dla których najważniejsze jest w ten dzień sprawienie przyjemności własnej pupie, żałosne :P Święta Bożego Narodzenia - nie lubię (komercja i czerwony grubas z Coca Colą, która nigdy nie dorówna Pepsi), ale było miło. Ok, pora się w końcu położyć, a Wy poczytajcie sobie zina. DZISIEJSZY HIT: Przemysław Gintrowski - Tylko Kołysanka.


  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   06